Friday, August 22, 2014

Sex In Fashion. Anatomy Of The Obsession

Friday, August 22, 2014
It came like a thunder from the clear sky, when I was 16 and I saw a billboard promoting Triumph swimsuits. It was a huge one, sticked to a devastated building in the very center of Poznań. The woman here was beautiful, as well as the presented swimsuit, but what caught my attention most, was her seductive, erotic - more - even disturbingly sexual smile. I gazed on her for a while, then, just hopped into a tram. 

Then, the magazines came. Usually I don't buy many titles for women, except Harper's Bazaar Polish edition, which fits my preferences most (it is strictly related to fashion, not to the trashy lifestyle articles about flirting tips and maternity advices). The magazines with their specific, unnatural vision of what being a woman means. Retouched photos. Half-opened mouths, thighs widely spread in sexual expression on majority of fashion-related photographs. A girl has simple (but yet difficult) possibility of choosing between two ways; you become a vamp, hot, sexy, full of inner biological energy expressed with makeup and clothing, or you stay forever-nineteen Lolita, delicate and ethereal, seducing with artificial innocence. 

The world of fashion? Runways, designers, gossips from the supermodels (beginning, as well as well-known) packs, editors of the mags and fashion-related TV shows? This "societe" is full of sex. Of scandals. Of provoking, vivid and colorful erotism. Yes, it's sometimes beautiful, it's seductive, it's (rarely for me, but for the majority it is -) interesting. But it's not the only way to choose for a modern woman (or girl) and it should not be placed on the pedestal as a perfect lifestyle. 

It's stigmatising. It widely shows that woman has nothing else to offer in the world of fashion than her body and the way she sells it... and selling means here really many things. Sick relationships, broken hearts and crying during lonely nights often are prices for drawing the attention and being recognisable. 
Fashion is fun. It's purely one of the greatest ways of self-expression as I always tell people who ask me about my interest - but sex made it painful for me when I look at myself as a woman. Because I don't consider myself as an object. Maybe that's the reason I'm shameless here - I wear 38/M size and I don't think it's too big to blog or to appear on photos. It's not a matter of size, though; it's all about the attitude. 

Being a woman and participating in fashion does not mean to be an sexual object. And if I may to express one wish I have - I want the world dominated by men finally to understand it. Designers: please, design for women, not for objects programmed to sell. Marketers: please, look at us, we have our beautiful imperfections (and really, we do have other parts of the body, not only our legs and breasts). The world of fashion actually needs this to be a nice place for all of us. 


To przyszło jak grom z jasnego nieba, kiedy mając szesnaście lat zobaczyłam w Poznaniu billboard Triumpha, reklamujący nową linię kostiumów kąpielowych. Wisiał - ogromny, kolorowy - na jednym ze zdewastowanych budynków w samym centrum miasta. Kobieta na zdjęciu była piękna, podobnie jak prezentowany strój - ale tym, co przyciągnęło moją uwagę najbardziej, był jej uwodzicielski, erotyczny, a nawet więcej - przeładowany seksem uśmiech. Pamiętam, patrzyłam na tę reklamę przez dłuższą chwilę, a potem po prostu wskoczyłam do tramwaju. 

Potem były magazyny, czasopisma. Nie kupuję tytułów kobiecych, poniekąd zwyczajowo - za wyjątkiem polskiej edycji Harper's Bazaar, która najbardziej odpowiada moim preferencjom (faktycznie jest o modzie, a nie o poradach dotyczących randkowania, macierzyństwa i problemów łóżkowych). Magazyny ze swoją specyficzną, nienaturalną wizją kobiecości. Retuszowane zdjęcia. Półotwarte usta, uda rozpostarte szeroko w pełnej seksu ekspresji na zdjęciach, które przecież są zdjęciami mody. Będąc dziewczyną, która za przewodnik w kreacji samej siebie obiera sobie kolorowe, kobiece czasopisma, mamy tak naprawdę do wyboru dwa modele: albo jesteś wampem, gorącym, seksownym, pełnym ukrytej, biologicznej energii, którą wyrażasz makijażem i ubiorem, albo też wiecznie-dziewiętnastoletnią Lolitą, która uwodzi swoją sztucznie podkreślaną i nienaturalną wręcz niewinnością. 

Świat mody? Wybiegi, projektanci, plotki ze świata supermodelek (zarówno początkujących, jak i tych, które mają już ugruntowaną pozycję oraz nazwisko), redaktorek i prowadzących programy telewizyjne związane z modą? To towarzystwo jest pełne seksu, skandalu, kolorowego, żywego, prowokującego, wręcz pulsującego erotyzmu. Oczywiście, czasem to zachwyca, uwodzi, czasem jest piękne i (dla niektórych) interesujące. Ale to nie jest jedyna droga, jaką ma dziś do wyboru dziewczyna poszukująca swojego stylu życia (wbrew modelowi kreślonemu przez media)

Bo w gruncie rzeczy to strasznie stygmatyzuje. Pokazuje wprost, że kobieta w świecie mody nie ma wiele więcej do zaoferowania, niż jej ciało i to, w jaki sposób je sprzedaje... a sprzedawanie ma tutaj naprawdę wiele znaczeń. Chore związki, złamane serca i samotne noce spędzone na płaczu to nierzadko cena, jaką przychodzi dziewczynom zapłacić za swoje kilka minut sławy, za kilka zdjęć, za moment zaistnienia. 
Moda jest świetna. Jest zabawą. Jest doskonałym sposobem wyrażania siebie - zawsze powtarzam to ludziom, którzy pytają, dlaczego się nią interesuję... ale seksualizacja mody sprawiła, że dla mnie jako dla kobiety moda stała się bolesna. Bo nie postrzegam siebie jako obiektu seksualnego. Bo jestem tu bezwstydna - noszę rozmiar 38/M, a więc nigdy nie powinnam prowadzić bloga i pokazywać siebie na zdjęciach - w końcu nie wpisuję się w żaden ideał seksownej, pięknej kobiety. Ale tu nie chodzi o rozmiar ani o wygląd: tu chodzi o nastawienie do tego wszystkiego. 

Bycie kobietą i bycie jednocześnie częścią świata mody - choćby w wymiarze prowadzenia bloga - nie oznacza bycia obiektem seksualnym. I jeśli mogłabym wyrazić jedno marzenie, jakie przychodzi mi do głowy, kiedy obserwuję tę obsesję świata mody, to chciałabym, żeby ten świat, zdominowany przez mężczyzn równie mocno, jak inne rejony codzienności, wreszcie to zrozumiał. Projektancie, proszę - projektuj rzeczy dla kobiet, a nie dla obiektów zaprogramowanych na sprzedaż. Marketerze, popatrz - każda z nas ma swoje piękne niedoskonałości (i naprawdę, oprócz nóg i biustu mamy mnóstwo innych części ciała). 
Świat mody tej zmiany potrzebuje wręcz niezwykle, jeśli ma być miejscem dla każdej z nas.

Firenze, 2014

Monday, August 18, 2014

26th Birthday

Monday, August 18, 2014
Ageism is a fact. There's a huge pressure in media: you have to be young and beautiful, or you don't exist at all. You must have not any imperfections. If you are not perfect - you're out. Your clothing size, your gender, your wrinkles and your weight - they all have to fit into the leading model of beauty.

Maybe that's one of the reasons I've never liked my birthday. What to celebrate there at all? It's just a fact that another year had passed and I get older (and I'm still not perfect). Today I begin my 26th year here, and I realised that actually, this is the thing about birthday. I've managed to live here through 26 years. I'm courageous enough to deal with all these disgraceful things: stereotypes, bullying, discrimination (and other things which are much more serious). It is kind of bravery. 

With every passing year I'm wiser and less vulnerable to all these stupid things. I know my value, I'm quite self-confident and I don't need the common understanding of perfection - I'm unique. This is my life and there's nothing to judge for other people. And - to be honest - it's just a matter of attitude, how does our life look. 

Today I'm 26 and I don't want to waste any single moment of my life.


Ageism (ang. ejdżyzm, zjawisko dyskryminacji ze względu na wiek) jest faktem. W mediach jest ogromna presja na to, byśmy były młode, piękne - inaczej może nas nie być w ogóle. A jeśli już jesteśmy - nie mamy prawa do niedoskonałości. Jeśli nie jesteśmy perfekcyjne - możemy powoli przyzwyczajać się do wykluczenia, do wiecznego bycia na zewnątrz. Rozmiar ubrań, płeć i tożsamość, zmarszczki pod oczami i waga - to tylko niektóre ze spraw, które muszą doskonale wpisywać się w ogólnie przyjęty model piękna. 

Może to jest jeden z ważniejszych powodów, dla których nigdy nie lubiłam moich urodzin. Cóż tu świętować...? To tylko fakt, że przybył mi kolejny rok, że jestem starsza (i wciąż nie jestem doskonała). Dziś zaczyna mi się 26 rok... i zdałam sobie sprawę, że o to właśnie chodzi w urodzinach. O to, że jestem tu już 26 lat. Że jestem dość odważna, by radzić sobie z tymi wszystkimi paskudnymi rzeczami, jakich niejedna z nas doświadcza na co dzień: ze stereotypami, z psychiczną przemocą i z dyskryminacją (oraz innymi sprawami, często dużo poważniejszymi). Być tutaj - to pewna dzielność.

Z każdym rokiem bycia, życia, jestem mądrzejsza i odporniejsza na wszystkie te głupie sprawy. Znam swoją wartość, jestem dość pewna siebie i nie potrzebuję potocznego rozumienia perfekcji, by czuć się dobrze. Jestem jedyna w swoim rodzaju. To moje życie i nie ma w nim nic, co mogłoby podlegać ocenie innych ludzi. Mówiąc uczciwie - to, jak wygląda Twoje życie, jest tylko kwestią Twojego nastawienia do niego. 

Dziś zaczynam 26 rok życia i nie mam ochoty zmarnować ani jednego momentu spośród tych, które mi pozostały.








Sweater & Pants: Reserved
Top: Medicine
Shoes: FLY London
Necklaces: Antique millefiori beads from Venice. Read about their history here 
Antique rose ring (silver 925), 1st half of 20th century
Silver (925) bow-shaped ring with zircons - W. KRUK

Saturday, August 09, 2014

Imperfect Closet: A Better Half of Summer

Saturday, August 09, 2014
Through many years I used to think that sporty style is far from being fashionable and comfortable at once. Baggy t-shirts or shoes designed without any kind of colour taste - that's the most common association I still have in my head when I think about word sporty

Recently I've changed many things in my life, both in attitude and contents of my wardrobe; I've realised that the comfort is important over all other things, and achieving it doesn't necessary mean the lack of style. The majority of sport-connected brands, as Nike, Adidas, or my favourite Quicksilver (and their Roxy line), recently supplied their offer with stylish, urban and casual pieces. Buying a pair of sporty shoes doesn't mean buying a thing you won't use anywhere apart of the walk with your dog; it means that you have a really wide choice of styles, colours and shapes. T-shirts are no longer unfitting and cut like every woman wears a zero size; finally, we've reached a point, when sport becomes a glamour thing too. 

Our lifestyle goes less formal in many ways and I have to say that I like it - the most important thing is that the need of comfort and our likeness to express ourselves by the clothes we wear grow. Dresscode is still present in the corporate culture - but I have the impression that with every passing year more and more people understand, that this is not the proper way to "motivate" and maintain their employees condition. 


Przez wiele lat byłam przekonana, że styl sportowy leży jak najdalej od jakiegokolwiek pojęcia estetyki, a wygoda zdecydowanie nie idzie w parze ze stylem. Workowate t-shirty lub buty zaprojektowane tak, jakby przy ich tworzeniu całkowicie zabrakło poczucia smaku i gustu kolorystycznego - to najczęstsze skojarzenie, jakie towarzyszyło mi przy słowie sportowy

Ostatnio zmieniam dużo rzeczy w swoim życiu, zarówno jeśli chodzi o nastawienie do świata, jak i zawartość mojej garderoby; zrozumiałam, że wygoda jest najważniejszą rzeczą, gdy chodzi o wybór ubrań. Niekoniecznie też oznacza to rezygnację ze stylu; większość marek typowo sportowych, takich jak Nike, Adidas czy mój ulubiony Quicksilver (i ich linia Roxy), w ostatnich latach stworzyła kolekcje stylowe, miejskie, całkowicie nadające się do codziennego wykorzystania. Zakup pary sportowych butów nie oznacza już posiadania czegoś, czego nie da się użyć na okazję inną, niż spacer z psem w miejsca, gdzie można mieć pewność, że żywa dusza nie zobaczy koszmarku, jaki mam na stopach. Przeciwnie: to dziś duży wybór stylów, kolorów i fasonów. T-shirty nie są już krojone tak, jakby wszystkie kobiety miały rozmiar zero; dziś kroje są dopasowane, dekolty ładnie wycięte, a wzornictwo naprawdę bogate. Sam t-shirt przestał być dla mnie synonimem najbardziej antykobiecej części garderoby mniej więcej rok temu. Wygląda też na to, że w końcu doszliśmy do punktu, w którym sport zaczął być tak po prostu glamour.

Styl życia większości z nas z roku na rok staje się coraz mniej formalny, co niezmiernie mi się podoba - znajdujemy w nim więcej miejsca na wygodę i ekspresję samych siebie poprzez strój, a dresscode - mimo, że wciąż obecny - w wielu instytucjach przestał być metodą zarządzania pracownikami.









T-shirt: Medicine
Hot pants: Reserved
Watch: Casio
Sunglasses: Reserved
Sneakers: Nike Air Max
Lipstick: Isa Dora
Imperfect Girl Blog © 2014